Serdecznie zapraszamy na drugą część relacji ze stoiska gry Diablo 3, tym razem autorstwa
Grzegorza "Sigmara" Sadzińskiego. W aktualnej części sprawozdania znajdziecie sporo ciekawego info o trzech klasach postaci. Zapraszamy do relacji! HF!
Pierwszy dzień Gamescom zdecydowanie minął pod znakiem
Blizzarda, a w szczególności Diablo 3. Mimo iż był to dzień prasowy to kolejki do grania w najnowszą grę rodem ze świata Sanktuarium sięgały około 20 minut, co jest nieczęstym zjawiskiem na tego typu eventach. W Diablo miałem okazję zagrać trzy razy i wykorzystałem ten czas na zapoznanie się ze wszystkimi dostępnymi klasami. Na sam początek zdecydowałem się na wizarda, w tej wersji gry była dostępna również płeć męska tej postaci, chociaż w konkursie typu „znajdź dziesięć różnic” byłby problem w przypadku wizarda male i female. Tutaj należy wspomnieć, że na Gamescom po raz pierwszy pojawił się nowy akt – pustynna kraina przypominająca tę z drugiego aktu Diablo II. Prezentuje się on bardzo okazale, oprócz sporej wielkości lokacji których odkrycie zajmuje sporo czasu, za największy plus nowego aktu należy uznać jego doskonałą oprawę graficzną. Niby to tylko pustynia, ale dopracowanie szczegółów i drobne smaczki w postaci piaskowych burz, czy przeciwników atakujących naszego bohatera z klifów sprawiają, że gracz od razu zakochuje się w nowej odsłonie Diablo. No ale trzeba coś napisać na temat wizarda. Klasa może nie jest stworzona do dostawania po twarzy od przeciwników, ale szereg umiejętności którymi dysponuje pozwala na bardzo dynamiczną i ciekawą rozgrywkę.
Oprócz zwykłych ofensywnych zaklęć, mamy do dyspozycji między innymi Frost nova, która zamraża pobliskich przeciwników, a także mirror image, który tworzy klon naszej postaci który przez pewien czas wspiera nas w walce, oraz myli przeciwnika. Rzecz na którą zwróciłem uwagę są dodatkowe punkty doświadczenia. Na czym one polegają? Zwykle źródłem doświadczenia było zabijanie potworków, a w przypadku innych tytułów również wykonywanie zadań. W Diablo 3 pojawia się doświadczenie za questy, ale również za pewnego rodzaju „osiągnięcia” (na przykład: za pokonanie określonej ilości przeciwników w danej walce, za zabicie jak największej ilości potworków przy pomocy jednej umiejętności, a nawet za udaną ucieczkę z walki mając poniżej 5% życia dostałem parę dodatkowych punktów doświadczenia). Gra wizardem naprawdę mnie wciągnęła i cały czas się coś działo, zdecydowanie dynamizm rozgrywki jest dużym atutem tej klasy.
Drugim w kolejności był barbarzyńca, ale tym razem wraz z moim redakcyjnym kolegą
Phoenixem postanowiliśmy zagrać w trybie multiplayer. Uproszczony sposób dołączania do gier sprawił, że bez zbędnej straty czasu znaleźliśmy się na pustyni. Tutaj rzecz dosyć istotna z punktu widzenia multiplayera, w grze nie występuje kolizja między postaciami, więc nie ma najmniejszego problemu w przebieganiu przez swoich znajomych (czemukolwiek miałoby to służyć, ja tam nikogo nie oceniam). W trybie dla wielu graczy Diablo zyskuje jeszcze więcej. Parafrazując
Bashioka, nie ma nic lepszego niż naparzać potworki wraz ze swoimi znajomymi. Co do barbarzyńcy… powiem szczerze, że klasa ta nie ujęła mnie. Czegoś zdecydowanie brakowało. Na Gamescom postacie mają od początku 12 poziom, a mimo to gra barbarzyńcą wciąż wydaje się strasznie nudna (nie wyobrażam sobie przejścia od 1 do 12 poziomu). Tylko jedna umiejętność korzysta z systemu furii i jest to cleave, jednak furia zdaje się nigdy nie kończyć, a walka barbarzyńcą jest powolna, lecz „skuteczna”. Czy jest to jednak ekscytujące? Zdecydowanie nie, przynajmniej dla mnie – mając do dyspozycji jedynie dwie inne umiejętności (buffujący okrzyk i ogłuszenie wszystkich przeciwników w zasięgu) barbarzyńca zdawał się być mimo wszystko niezbyt dopracowany – ale może to wina rozdania punktów umiejętności do poziomu 12, były one umiejscowione automatycznie.
Na sam koniec pozostał witch doctor. Klasa dosyć ciekawa, ale jednak jego styl gry zdawał mi się być dość odległy od tego, który preferuję w tego typu rozgrywkach. Na sam początek możemy przywołać zombie dogs, skorzystać z ognistego pocisku, czy też zaklęcia horrify które na jakiś czas sprawia, że wszyscy przeciwnicy zaczną uciekać. Po wbiciu poziomu 13 wydałem punkt na locus swarm, doskonale znany skill z pierwszego gameplaya Diablo 3. O dziwo walka witch doctora jest jego mocną stroną. Korzystanie z petów, aby odwrócić od nas uwagę, a następnie zadawanie obłędnych™ obrażeń z odległości przynosi wiele radości na twarzach wszystkich uczestników Press Day, którzy zdecydowali się również zagrać tą klasą. Dodatkowym plusem tej klasy są świetne animacje zaklęć w szczególności horrify itd. Gra sprawia sporo satysfakcji, korzystanie z zombie dogs do zatrzymania przeciwnika, trochę biegania i pokonywanie hord potworów dzięki ofensywnym zaklęciom to swoisty styl gry zaprezentowany przez witch doctora w najnowszej wersji Diablo 3.
Tak jak pisałem powyżej największym rozczarowaniem (zresztą nie tylko dla mnie) był barbarzyńca, zaś największy plus dla wizarda, których stał się moją ulubioną klasą w Diablo 3 (pewnie do czasu ogłoszenia kolejnej klasy, co może wydarzyć się już w piątek w czasie BlizzConu).
Coś można powiedzieć o zadaniach o których mówił już nieco
BeLial. Jest zadanie główne i do tego dwa poboczne, dodatkowo pojawią się dodatkowe zadania. Dodatkowe zadanka mogą pochodzić na przykład z określonego przedmiotu (podobnie jak w przypadku WoW, „this item begins quest”), czy też popularnych wanted posterów. Zadania w miarę proste, bardzo klarowne, więc nie trzeba się głowić nad tym co mamy zrobić.
W grze są również dostępne „losowe wydarzenia” o których wielokrotnie wspominał Blizzard. Miałem okazję uczestniczyć w eskortowaniu jednego z npców przez podziemia (było to oznaczone jako jedno z dodatkowych zadań). Jednak w Diablo 3 będą również występowały „timed eventy” – nie miałem okazji natrafić na jeden z nich, ale na monitorach innych graczy pojawiał się niekiedy czas pod mini-mapą w którym musieli wyczyścić podziemia, aby uzyskać dodatkową nagrodę – jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, o którym Blizzard nie mówił zbyt wiele.
Health globes, z czym to się je? W zasadzie najlepiej smakują z krwią przeciwników, ale przecież nie o tym… Dosyć kontrowersyjne rozwiązanie, które pojawiło się w Diablo 3, jest jednym z bardzo mocnych elementów najnowszego dzieła Blizzarda. Sprawiają one, że gra nabiera dodatkowego dynamizmu, zachęca gracza do parcia naprzód, nawet w przypadku kiedy mamy niepełny pasek życia. W trybie multiplayer leczą one całą drużynę, więc nie mamy do czynienia z ich zabieraniem sprzed nosa naszego sojusznika. Również ich efekt obejmuje przywołane istoty (jedynym przykładem póki co są zombie dogs witch doctora), co jest fajnym elementem wspierającym tę klasę. Zdecydowanie dobre rozwiązanie, które wraz z nowym systemem mikstur (można ich użyć tylko co jakiś czas) nadaje Diablo 3 nieco bardziej dynamicznych charakter.
Potwory, potwory, bo czym byłoby Diablo bez przeżynania się przez hordy stworzeń które z jakiegoś dziwnego powodu chcą się nas pozbyć. Różnorodność przeciwników jest naprawdę spora, od zwykłych insektów, przez dune treshery, a na hordach upadłych i kultystów kończąc. Przeciwnicy są naprawdę różnorodni i to nie tylko pod względem wizualnym, ale również umiejętności i taktyk z których korzystają. Dune treshery atakują spod piasku, upadli zawsze w sporych grupach, wspomagani przez overseerów (którzy wzmacniają okolicznych upadłych), słabi kultyści zaś przywołują potężne demony – lepiej więc zacząć od pokonania kultystów, zanim ci zdążą przyzwać swe sługi. Z pewnością ta różnorodność jest bardzo interesującym elementem gry. Teraz już nie tylko sam wygląd, ale również inne cechy będą determinowały to, z kim przyjdzie nam walczyć.
Na sam koniec (w końcu czas iść spać przed kolejnym dniem Gamescom) ciekawym elementem, który pojawił się w Diablo 3 (szczególnie dla osób zainteresowanych światem Sanktuarium) są książki, które mogą wypaść z potworków. Kiedy wypadnie nam taki „lore book”, w grze, tuż nad paskiem umiejętności pojawi się mały panel multimedialny z którego możemy odtworzyć tekst księgi czytany przez jej autora. Naprawdę bardzo fajna sprawa.